Spływ podwodny Biebrzą

wtorek, Październik 25, 2011
Autor: Mirosław Kobeszko

sum 3Klub Płetwonurków „Moana” Łódź, założony w 1956 roku, to jeden z najstarszych klubów w Polsce, z dużymi tradycjami nurkowania w całym świecie i w różnych warunkach. W roku bieżącym uczestnicy spływu szlakiem podwodnym rzeki Traun w Austrii, który istnieje od roku 1993. W spływie podwodnym Biebrzą uczestniczyło 10-ciu płetwonurków z „Maony”

Chronometraż trasy spływu podwodnego 24 -25 września Goniądz

Temperatura powietrza 18 C,
temperatura wody 12  C,
głębokość do 7 m, widoczność 1,5 – 2,0 m

I trasa wzdłuż głównego nurtu 1800 m
II z opłynięciem „dużego meandra” 2600 m
III z opłynięciem „dużego i małego meandra” 3200 m
Na trasie I-szej (1800m) najszybciej przypłynął Eryk Lewkowicz, przyznając się, że zlekceważył warunki i tylko przez pierwsze 15 minut  z przyjemnością  poświęcił na oglądanie podwodnych krajobrazów. Szybko zmarzł ponieważ założył mokry skafander piankowy gr. 2,5 mm i jedynym jego marzeniem było dopłyniecie do końca, choć mógł zrezygnować i wrócić brzegiem, który jest dostępny i wygodny. Czas płynięcia 1 godzina i 15 minut.
Za nim przepłynęły kobiety, które nie znały swoich możliwości na takiej trasie i w takich warunkach, one również poświęciły niewiele czasu na czystą przyjemność nurkowania rezerwując siły, zresztą jak przyznały zupełnie nie potrzebnie. To co widziały i przeżyły płynąc z prądem rzeki było fascynujące, nie tylko ze względu na walory estetyczne ale również na doskonaleniu umiejętności pływania w rzece, których nigdy tak naprawdę nie doceniały. Czas płynięcia 1godzina i 30 -50 minut.
Pozostali zdecydowali się na opłynięcie najdłuższego odcinka, jednak w trakcie płynięcia, dużo nurkowali na bezdechu, bo warto było i również, po opłynięciu „dużego meandra” zdecydowali, że popłyną trasą pierwszą bez „małego meandra” w ten sposób ich trasa wyniosła 2600m, którą przepłynęli w 2 godziny i 40 minut.

Wrażenia.

Eryk Lewkowicz – zmarzłem przez zlekceważenie warunków, ale również z braku doświadczenia, nie nurkuję w rzekach.

Iwona Lewkowicz – bardzo mi się podobały falujące wodorosty, pod które próbowałam zaglądać ponieważ tam uciekały przede mną duże ryby, jednak strach przed nieznanym i  zmniejszona widoczność zwyciężyły, jeszcze raz bym popłynęła. Teraz wiem jak rozłożyć siły i jak radzić sobie z nurtem.

Magdalena Tomasiak – Płynęłam razem z Iwoną, asekurowaliśmy się nawzajem. Jak ona nurkowała to ja widziałam tylko jej płetwy, gdy znikała w wodorostach. Brakowało nam latarki, niektóre miejsca były pozbawione dostępu światła słonecznego. W wodzie następowały szarości i rozświetlenia za sprawą chmur i to również miało wpływ na psychikę. Potrzebne większe przygotowanie instruktażowe, może nawet jakieś foldery. Jednak było pięknie i fascynująco, na pewno tutaj wrócę, bogatsza w doświadczenia. Rzeka Traun, którą spływaliśmy wiosną jest bardziej cukierkowo – kolorowa i cieplejsza. Biebrza to prawdziwie dzika rzeka.

Sebastian Tomasiak – To było większe wrażenie niż to gdy pierwszy raz zobaczyłem rekina. Myślałem, że to jakaś plastykowa płachta czy worek, nawet chciałem ją zabrać do worka na śmieci, które mieliśmy ze sobą. Już wyciągałem rękę, kiedy skonstatowałem że to lekko falujący ogon ogromnego suma, którego ciało ginie w gałęziach.  Pokazałem Krzyśkowi, a on pokazał mi obok jeszcze jednego suma, co prawda dużo mniejszego, ale za to w całej swojej długości (ok. 1,5m) To było wspaniałe wrażenie. Rekina w Morzy Czerwonym zobaczyłem z daleka i go obserwowałem kontrolując  jego zachowanie, a ten sum tutaj tak nagle wyłonił się z półmroku, że adrenalina skoczyła jak woda sodowa. Oglądaliśmy je chyba 10 minut,

Krzysztof  Wiechna, a one nie reagowały, tylko końce ogonów leciutko falowały, zdradzając że to żywe istoty.  Coś nieprawdopodobnego w dzisiejszych polskich wodach. To jak spełniona bajka czy zrealizowana fantazja opowiadań starszych kolegów.

Jolanta i Janusz Paradowscy – my też widzieliśmy suma, już chcieliśmy go sfotografować ale wykonywał jakieś nieskoordynowane ruchy, okazało się że był na haczyku, uwiązanym do sznura. Suma (30cm) zdjęliśmy ostrożnie, a sznur pocięliśmy bo nie dał się wyjąć. Widzieliśmy również mnóstwo sztucznych przynęt wędkarskich pourywanych na podwodnych przeszkodach. Choć to duży wysiłek czuliśmy się odprężeni i zrelaksowani.

Małgorzata Waszkiewicz – w niektórych miejscach nurt kręcił na dnie piaskiem jak trąba powietrzna na powierzchni. Duże ławice małych rybek i duże, srebrzyste ryby, jakich nigdy nie widziałam. Dużo zieloniutkich, tygrysio ubarwionych szczupaczków i błyskające w słońcu ploteczki lub krasnopiórki. Piękne kolonie gąbek. To taki podwodny fittnes, gdzie nie czuje się wylewanego potu ani jego zapachu , a wszystko w dodatku komfortowego chłodu i dynamicznej scenerii. Było fajnie.

Wnioski

Niewiele zebranych śmieci świadczy, że bezustanne ich wyjmowanie spod wody podnosi świadomość, że woda nie jest dobrym dla nich schronieniem. Narzędzia kłusownicze takie jak sieci czy sznury sporadyczne, nieunikniona konsekwencja ich wyjęcia lub zniszczenia ogranicza swobodę ich stawiania. Szkoda, że w większości robią to uprawnieni wędkarze. Brak możliwości przeprowadzenia właściwego instruktażu (tablice informacyjne). Miejsce wejścia do wody uzbroić w niewielki pomost, dla wygodnego założenia sprzętu. Można też się pokusić o stworzenie trasy, która by była zastępstwem pospolitej już i przesyconej potem Sali treningowej dla zwolenników ćwiczeń fizycznych w aromatach mięty i naturalnym jacuzzi, gdzie bez wysiłku pozbywa się nadmiaru kalorii.
[nggallery id=450]
Zdjęcia Jeremiusza Dutkiewicza i Pawła Laskowskiego, wykonane wspólnie, ponieważ widoczność w Biebrzy wymaga szczególnych umiejętności nabywanych tylko drogą doświadczeń. Obaj zgodnie stwierdzili, że chyba nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie w ciągu jednego dnia można sfotografować cztery dwumetrowe sumy. Największy z nich został zmierzony i w przybliżeniu ma 2,30 metra długości!
Ponieważ miejsca w których występują są uznane jako „zimochowy’ spróbujemy je sfotografować zimą pod lodem. Po raz pierwszy również utrwaliliśmy jednego z nich na taśmie filmowej. Dokonał tego Henryk Szydłowski, również członek naszego klubu.
Mamy nadzieję, że w przyszłym roku Podwodny Szlak Biebrzański stanie się faktem dokonanym, byłby to efekt naszych wspólnych 12-letnich już starań.

Tag:

3 komentarze do “Spływ podwodny Biebrzą”

  1. Pod wodą cisza i spokój a na bagnach koszenie ratrakami. Co o tym sądzicie ? Zapraszam do wypowiadania się na ten temat na http://www.facebook.com/Biebrznieci

    #945
  2. Edward

    Te zdjecia z opisem i dzialania wymagaja zalozenia kroniki i szerokiego rozpropagowania w prasie,tv,czasopismach…- nasladowcow obserwatorow podwodnego zycia Biebrzy przybedzie nie tylko krajowych ale i zagranicznych; agroturystyka ozyje ,Bartlowizne odwiedza nastepni goscie,GOK zorganizuje spotkania z ciekawymi ludzmi … Wytrwalosci i konsekwencji zycze.

    #944
  3. Stanley.S.

    Dobra wiadomosc, ze jeszcze sa takie ryby w Biebrzy, ja zlowilem tekiej wielkosci rybke w 1980r. Nie podawac dokladnego miejsca pobytu tych ryb, bo dlugo by nie pozyly… 🙂

    #943

Kalendarz Świąt Nietypowych

26 czerwca 2019
Dzień Zapobiegania Narkomanii
Międzynarodowy Dzień Narodów Zjednoczonych na rzecz Wsparcia Ofiar Tortur
Dzień Karty ONZ

Archiwa