Recydywiści z piaskownicy

niedziela, Kwiecień 6, 2014
Autor: Leszek Waszczyński

1piasek
Nasze sny

W cichej przystani popołudnia,
co wnet wieczorem nam się skończy,
gonię wspomnienia – marca, grudnia,
lipiec też wraca w nich.
Gorący.

Powraca wszystko to, w co wierzę
i czym mi nutki w sercu dźwięczą.
Dni smutne plotą się w kobierzec
beztroski – przeplatany tęczą.

W ciszy, co wkrada się do sali,
nie stawiam nic na jedną kartę.
I nie próbuję zgub ocalić –
nie były, nie są tego warte.

Ważne, że jestem ja, że ty,
że mam wciąż dla swych wierszy temat.
Ocalę tylko nasze sny –
o świecie, co go już tu nie ma.
28 marca 2014

Nasze dni

Zabiorę ciebie, a ty mnie –
tam, gdzie jest spokój serca.
Zostaną w dali chwile złe.
Przyrzekam.
Twój szyderca.

Wejdziemy – w twojej moja dłoń,
pieszczona aż do świtu –
tam, gdzie jest marzeń naszych toń
schowana wśród błękitu.

Tam spełnią się nam wszystkie sny –
wyśnione te najładniej.
Otworzysz dla mnie szczęścia drzwi,
ja – twoje serce skradnę.

I ognia tego już nie zgaszę,
niech płonie w nas wciąż szczerze.
Te dni na pewno będą nasze.
Ty wierzysz w to.
Ja wierzę.
28 marca 2014

Bez awansu

Patrzę w metrykę. Żaden szok.
Człowiek znów zmężniał, nie – zniewieściał.
Rok więcej? Cóż to jeden rok,
jeśli zmądrzałem za dwadzieścia?

Ogłada mi już też nieobca,
już umiem bywać przed korytem.
W dupniaka nie gram. W salonowca.
Tak jak przystało na elytę.

Znam już Wielkiego Świata smaki
i wiem jak pachnie w nim przyjemnie.
Umiem już nawet paść robaki.
I bonki zbijać.
Choć nie w Sejmie.

Na Wiejską iść nie miałem w planie –
ręce mi jakoś nie chcą klaskać.
Tak więc – marszałkiem nie zostanę.
Po diabła mi drewniana laska?
29 marca 2014

Kluczyk do szczęścia

Aż kipi od tej polityki,
brzęczą butelki i kielonki.
Ekstra salony i kąciki.
I wszędzie – takie same bonki.

Sami (s)eksperci. Rzecz to znana.
Fachowcy – i tu żadna blaga.
Elyty – w portkach przed kolana.
Na łyżwach – raz.
Raz – robią szpagat.

Patrzą na słupki przez suwmiarkę,
mierzą – kto w górę, kto – stracony.
Te za Donaldem, te – za Jarkiem.
Te od Janusza – w obie strony.

Do szczęścia przepis tam i kluczyk
znajdziesz – gdy wsłuchasz się w debatę.
I biją pianę, że aż huczy.
Za friko.
Takie durnowate.
29 marca 2014

Recydywiści z piaskownicy

Co jest? I czemu jest do bani?
Kradną tu nawet przy niedzieli.
Ktoś mi godzinę zaiwanił.
Tusk? Kaczor?
Może ktoś z Brukseli?

W nocy przychodzą – kiedy pośpię,
po ciemku łatwiej mnie wykiwać.
Zawsze mi kradną tak na wiosnę.
Ot, skurczybyki.
Recydywa.

Rok w rok powraca nam ten temat
jak fatum i zła przepowiednia.
I na nich paragrafu nie ma.
Ty coś ukradnij.
To do pierdla.

I nikt nie umie tego zmienić.
Co to za kraj? Co za obyczaj?
Niby oddadzą na jesieni.
Jak dzieci.
Wszędzie piaskownica.
30 marca 2014

Na niby

W świecie jest coraz więcej bzdetów.
Cóż, taki zwariowany czas.
Ruskie napadli na Sowietów.
My lejem naszych.
Oni – nas.

Po sprawiedliwość – gdzie? Do Bozi.
Bo ciągle zwodzą politycy.
Obama jedną ręką grozi,
a drugą – już dulary liczy.

Wie Kozia Wólka i Stolyca,
że więcej może większy zwierz.
Merkel też grozi. I też zlicza.
Dulary. Eura.
Ruble – też.

Od lat się kręcą wciąż tak samo
i w jedną stronę świata tryby.
A Putin? Wszystkich wodzi za nos,
choć ci się stroszą.
Wciąż na niby.
31 marca 2014

Wiosenne kino

Zielenią się ogródki, sadki,
wygląda główka u żonkila.
Ptaszki świergolą już. I kwiatki
pszczółki przylecą – by zapylać.

Z krzaczorów jakieś pitu-pitu,
rozlega się. To słowik nuci?
Bociek klekocze już od świtu.
I dziewki w strachu.
Coś podrzuci…

Barw nabierają z lekka pola,
przy Wiejskiej buja Racja Stanu.
Twarze rumiane u małolat.
I kufry skrzypią.
U madamów.

Rozkoszne to wiosenne kino,
coś z komedyjki, coś z thrillera.
Czas marcowania już przeminął.
Czekamy maja.
Chuć w nas wzbiera.
31 marca 2014

Prima Aprilis całoroczny

Oszukać? Nie jest żadną sztuką.
To norma – u nas wieloletnia.
Wierchuszka robi nas w bambuko
na co dzień.
Bez 1-go Kwietnia.

To dawny zwyczaj, stary trop,
nigdy nie pójdzie do lamusa.
Prima Aprilis trwa non stop,
niespecjalnie już nas wzrusza.

Nawet uśmiechu niet na twarzy –
z żartem tym zżyli się Rodacy.
Zrobieni w konia tysiąc razy,
że – jeden więcej?
Nic nie znaczy.

Przyzwyczajeni już z tą bujdą
szukać szczęśliwych wysp i nieba.
Robieni w konia – lecz znów pójdą
postawić krzyżyk.
Tam, gdzie trzeba.
1 kwietnia 2014

Prawdziwe szczęście

To tylko miłość ma w zwyczaju
taką przemianę zrobić w głowie.
Prawdziwe szczęście. Dotyk Raju.
Chmury tak nisko.
Nie – deszczowe.

Droga na skróty – do Manowców.
Ha ha. Kto idzie nią – z ostrożna?
Szaleństwo – z półki zawodowców.
Gdzie amatorom do tych doznań?

Przeszłość – nieważna, gdy nieboskłon
tak z bliska dźwięczy mi muzyką.
Wariactwa wyższy poziom. Bosko.
Zdarza się toto też starzykom.

Miodzio i słodzio. Niechaj skonam.
Choć wcześniej mi wywróci kiszki.
Oczarowany – w twe ramiona
wpadam.
Jak w macki dla modliszki.
1 kwietnia 2014

Takie oczy

Zawsze móc patrzeć w takie oczy –
ciepłe, głębokie, mądre prawie.
Zatracić się w nich, zauroczyć,
zapomnieć się i grzeszyć nawet.

W takie, co nie okłamią nigdy,
a będą studnią moich pragnień.
Nie knują i nie zrobią krzywdy,
bo nie potrafią tak naprawdę.

W takie, co budzą się nad ranem
z tą iskrą, co i we mnie wzbiera.
Takie – za mgiełką, zakochane,
takie jak moje.
Właśnie teraz.

W takie, co czują moje myśli
i biegną tam nawet i w nocy.
Nie muszę już tych oczu wyśnić.
Mam je. Tuż obok.
Twoje oczy.
2 kwietnia 2014

Ta sama nuta

Bezpiecznie tutaj jest mi w domu,
nie szukam już innego miejsca.
Nie walczę z sobą – no bo komu
potem porażka?
Gdzie zwycięzca?

Nie kusi mnie ta Europa,
nie pragnę laurów ni zaszczytów.
Tak trochę z boku i na opak
chichotam z tego dobrobytu.

Serce mi pika w starą nutę,
od lat w tę samą – i nie pustą.
Mam czas na radość i na smutek,
i się nie lękam spojrzeć w lustro.

I dusza wciąż tak samo łaknie,
tych samych pragnień wciąż się trzyma.
Kiedyś zabraknie mnie. Zabraknie?
Nieprawda.
Przejdę w inny wymiar.
2 kwietnia 2014

Przezorny Zawsze Ubezpieczony

Bez braw. Nie lubię wszak braw plusku.
Ale już jestem wyćwiczony.
Trwam przy Radyju i przy Tusku –
ubezpieczony w obie strony.

Ciort zgadnie – lewe czy też prawe
wygrają? Dobre – te i tamte.
Jak trzeba – to przyklęknę nawet,
chociaż nie byłem ministrantem.

Trza perspektywę mieć szeroką
i umieć zagrać każdym klockiem.
Do Palikota puszczę oko –
jak blisko gdzie nie będzie Grodzkiej.

I sztamę będę trzymał z Ruskim,
na Zachód też nie zamknę bramy.
Z Millerem też pozbijam gruszki.
Nie powiem – czym.
Patrzą madamy.
3 kwietnia 2014

Komisja w sprawie dzieciów

Jantoś coś gmera na zapleczu
w ważnych papierach – krążą słuchy.
Jest już Komisja w sprawie dzieciów.
Czemu nie rodzą się, psiajuchy?

Gombka dziś ogolony gładko,
choć wzrok u niego jakiś szklany.
Trombka – jak zawsze – pod krawatką
i Pompka – też napompowany.

O wielkie sprawy idzie gra,
powaga więc i jakby smutniej.
Są – Komu Trzeba i Kto Trza –
zafrasowane też łokrutnie.

Radzą – jak już radzili dawniej,
mija godzina – jedna, druga.
Kurde – co jest? Warsztaty sprawne,
a nic nie można w nich wystrugać?

Radzą – i nic. Obywatele
czekają w Sejmie na rogatkach.
Musi gdzieś być ukryty feler,
że nie zaskoczy ta zębatka.

Co jest? I w oczach znów zwątpienie,
bo dla Komisji grozi pała.
Jantoś wyłożył przyrodzenie,
patykiem rusza.
Kurde – działa!

Już wiedzą. Już postanowione.
Petycja jest – do Pana Bocka.
Chłopy – okej. To znarowione
są baby.
A najwięcej – Grodzka.
2 kwietnia 2014

Zielono mi

Raz tak, raz siak, a czasem – nijak
i jakoś życie to się plecie.
Palma mi jeszcze nie odbija.
Za wcześnie trochę.
Choć już kwiecień.

Zieleń – gdzie pole było w bieli.
Wiosna. I w sercu żwawsze skurcze.
Wierchuszka marzy o Brukseli.
Ja – o sąsiadce.
I jej córce.

Bruksela? Żadna to mecyja.
Tak samo – Rzymy i Paryże.
Ciągną pielgrzymki do Radyja.
Ja – do baryku.
Bo mam bliżej.

Oklaski? To nie moje dłonie.
Nie dla nich. Nie dla takich wieprzy.
Pleban coś mendzi na ambonie.
Donald – tak samo.
Nic nie lepszy.
3 kwietnia 2014

Z tęsknoty za Rajem

Nie tylko dzisiaj, nie od wczoraj,
od zawsze pachnie tą debatą.
Te bronią Tuska, te – Kaczora,
tak jakby kto im płacił za to.

Obłoki bzdur płyną nad miastem,
na wieś dotarły też już z miasta.
A wszystkie baby moherzaste
za Tadzia dadzą się pochlastać.

Wierchuszka śmieje się, dół – płacze,
ślozy im lecą aż do bobra.
A kochające te inaczej
w Janusza patrzą niczym w obraz.

I każdy tęskni za swym Rajem,
i znów na bakier jest z nauką.
Starym klekotom wciąż się zdaje,
że już nie zrobią ich w bambuko.
3 kwietnia 2014

Pokerzyści

Raz poker, a raz gra bez atu,
raz chichot, raz w kieszeni nóż.
Wśród Dobrych Wróżek i cytatów
rozkwita lipa.
W kwietniu już?

Co jeden fikuśniejszy bajarz.
I fajno – bo nie widać smutków.
Kosmiczny cyrk, kosmiczne jaja
i nowe rzesze ufoludków.

Jak nigdy wielka moc jest z nami
i woda tak beztrosko pluska.
Tu bajdurzenia z madamami,
tam – bitwa o Kaczora, Tuska.

Tu znowu pałka się przegięła,
tam stare bajki porósł perz.
I – aby Polska nie zginęła.
I Wariatkowo NK – też.
4 kwietnia 2014

Tag:

Komentowanie zakończone.

Kalendarz Świąt Nietypowych

17 czerwca 2019
Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszami

Archiwa