Toast za Lato

poniedziałek, Czerwiec 9, 2014
Autor: Leszek Waszczyński

toast
Ten świat

Marzenia nam ktoś już nie raz tu skradł,
ale – to nic. Wciąż świeża głowa.
Czasem chcesz wierzyć, że ten świat
zwyczajny jest.
Że nie zwariował.

Ten świat jest jeszcze – zanim zaśniesz,
obudzisz się – już jego brak.
On jeszcze jest, gdy wierzysz w baśnie.
Głupie to?
Pewnie trochę – tak.

Ten świat niczego nam nie każe,
on takie inne ma nawyki.
Ten świat ze skrawka naszych marzeń.
Zwykłych – jak my.
Bez polityki.

Ten świat – jak taka chwila płocha,
po której czuć przyjemne dreszcze.
Ten świat, gdzie szczerze można kochać.
I wierzyć w miłość.
Jest on jeszcze?
4 czerwca 2014

Potrafię już

Umiem wędrować w sny i w snach,
w tych śnionych pastelowo.
Tęsknoty swe znajduję w mgłach,
co krążą mi nad głową.

Potrafię znaleźć też za snem
beztroski błękit nieba.
Gdy ciebie mam, a ty masz mnie –
nic więcej nam nie trzeba.

Potrafię w cichych ścieżkach lasu
odnaleźć takie miejsca –
od trosk dalekie i hałasu,
gdzie kwitnie spokój serca.

I wtedy nie ma chmur na niebie,
i tak do szczęścia blisko.
Odkąd spotkałem właśnie ciebie –
potrafię już to wszystko.
6 czerwca 2014

Kukuryku (z kotem w tle)

Ćwierćwiecze przeszło – jak reforma.
Znów tylko sztuka jest dla sztuki.
Już po obchodach. Polska Norma.
Wracają stare banialuki.

W przemianę wierzysz? A toś wariat.
Większy niż w górze ci pajace.
Gostek znów wstawia Kalendaria.
Prezio. On kocha go.
Inaczej.

Niech kocha. Mi to z boku leci.
Wolność. Cudaczą więc panowie.
I tak nie będzie z tego dzieci,
najwyżej – kot Prezesa.
W głowie.

Takie fikuśne fiki miki
i kukuryku pełne psot.
W tych głowach to są już króliki.
Na kaczych łapach – też.
Jak kot.
6 czerwca 2014

Świat zza pancernej szyby

Nie obawiajcie się, Polacy.
Wuj Barack nie da zrobić krzywdy.
Świat zza pancernych szyb jest cacy.
Bezpieczny. Piękny – też.
Jak nigdy.

Ćwierćwiecze. Można się weselić.
I chłonąć wolność – już prawdziwie.
Świat z Waszyngtonu i z Brukseli
ma nieco inną perspektywę.

Tam inne sprawy są i sprawki,
tam wciąż bajdurzą o tym cudzie.
Ba! – nawet ten ich świat z Warszawki
widzi nie to, co zwykli ludzie.

Cieszcie się. Macie jak na tacy
podane wszystko. Bądźcie dzielni.
Nie obawiajcie się, Polacy.
Starczy dla wszystkich szyb pancernych?…
6 czerwca 2014

Poprawni politycznie

Komiczny i żałosny widok,
jak w cyrku – gdzie śmiech jest nadzieją.
Też siedzą za pancerną szybą.
Też zestrachane.
Ale – pieją.

Weź tylko przyjrzyj się debacie,
zrozumiesz – skąd tak wiele krzyku.
Zaszyfrowany. Pełne gacie.
Lecz pieje.
Takie kuku-ryku.

Opiło się to samogonu?
Czy w inną wpadło już malignę?
Lejdy błękitna – z poligonu.
Też pieje. Chaber. Żółty.
Dziwne.

Dla nich jest wszystko takie śliczne,
takie, że – och i ach. Matoły.
Fiu-bździu poprawne politycznie.
Ze starej stalinowskiej szkoły.
6 czerwca 2014

Poprawni i przeklęci

Oni słynęli i jeszcze wciąż słyną,
ich nie porośnie już historii perz.
Czerwone Maki – spod Monte Cassino,
i Pancerniacy Maczka – spod Falaise.

Chcieli. Był rozkaz potem – a więc poszli.
A Wielcy Świata grali w swoją grę.
Ci spod Lenino też nie byli gorsi.
Ich śmierć inaczej bolała?
Czy mniej?

A Wielcy Świata zawsze byli święci,
bo dla nich tylko się liczyła kiesa.
A ci żołnierze? Poprawni? Przeklęci?
Kto jeszcze będzie w tej historii mieszał?

Wciąż przepychanki – naiwne i głupie,
tu bogobojna mina, a tam – groźna.
Najwięcej prawią ci, co byli w… dupie.
No i widzieli – co tam spotkać można.
6 czerwca 2014

W uznaniu zasług

Ot, durnowate. Z durnej gry.
I durne takie – nie od wczoraj.
Walczą – na zabój. Aż do krwi.
Za Bronka. Donka.
Za Kaczora.

Ostro stawiają. Jak na brzytwie
te racje swe – kto kogo kocha.
Gotowe pomrzeć w takiej bitwie.
Przyjdę na stypę.
Będę ślochał.

Przyjdę. Bo cyrk mi się podoba.
Wezmę ze sobą też sąsiadów.
Kaczory też tam będą oba.
Zakrzykną im tam: Spieprzaj, dziadu!

Z orkiestrą przyjdą. No bo czyż
inaczej może być? Bez gazu?
Każdemu też postawią krzyż.
Krzyż Kawalerski.
Na cmentarzu.
6 czerwca 2014

Takie tam strachy

Pot kapie aż z telewizorka
i pod sufitem się majaczy.
Tydzień obchodów. Ciężka orka –
politykierów i działaczy.

Nazmyślać trza się było, kłamać.
Normalny człowiek już by leżał.
Srebrne Wesele. I Obama.
Normandia.
I choroba Prezia.

Pijanych trzech? Nie katastrofa.
Rzeczpospolita się sprawiła.
Na szczęście – przeszło już. Bez ofiar.
Bo Czarna Wdowa lipna była.

Wojna? Gdzie wojna? To na niby.
Gra taka. Ubaw też po pachy.
Obama zza pancernej szyby
znowu Putina brał na strachy.
6 czerwca 2014

Olśnienie

Ta gwiazdka nadziei nie zgasła nam wzięła,
wciąż jeszcze drobina z niej ciepła się bierze.
W pogoni za szczęściem idziemy na przełaj,
szukamy w pamięci tajemnych tych ścieżek.

Już niby się nie chce, już machnąć chcesz ręką,
już tylko tak z boku przyglądasz się scenie.
I nagle olśnienia dostajesz z panienką,
co przeszła bliziutko, rzucając spojrzenie.

Panienka już letnia, ubrana – że wcale
jej stroju nie widać, chichocze radośnie.
I takie to jakieś zwyczajne i małe,
a tyle emocji.
I czujesz, że rośniesz.

I wszystko jest zaraz w tak w pięknym kolorze,
i każde spojrzenie ma tyle znów znaczeń.
I taki już duży, i silny, że możesz
na rękach ją nosić.
Choć chce ciut inaczej.
7 czerwca 2014

Nie ma nudy

Uroczystości mamy w tyle,
desant w Normandii też już z głowy,
wolność nam furga – jak motyle.
Berlin zdobyty. Prezio?
Zdrowy.

Nuda? Nie u nas. Tu Rodacy
wiedzą, że Polska nie zginęła.
Kogo by teraz obsobaczyć?
Siebie nawzajem.
Więc – do dzieła!

Znów parę kopów, porcja batów
i trzepie się od nowa futro.
I Czarnym damy do wiwatu!
Anonimowo.
Bo msza jutro…

I dziadko znów dowalił babce,
a babka – też ma swą puentę.
Jutro usiądą w pierwszej ławce.
Tuż przed ołtarzem.
Takie święte.
7 czerwca 2014

Wytyczne nie tylko na niedzielę

Niedziela. Święty dzień – jak my.
Złe ludzie tego nie zrozumią.
Już co niektóre są po mszy,
niektórzy jeszcze – przed.
Przed sumą.

Jeszcze wpół drogi tak do Nieba,
jeszcze nie całkiem mondry ludź.
Jeszcze wytycznych nie dał pleban –
co chwalić.
W którą stronę – pluć.

Musi okrzepnąć w nas Nadzieja.
I Miłość. Miłość ta – do kiesy.
I bez wytycznych Dobrodzieja
umiemy swe bagienka miesić.

Wierni dla Picu i Mamony,
liczymy wciąż na wierzbach gruszki.
Nam niepotrzebny głos z ambony.
Wytyczne płyną wciąż z wierchuszki.
8 czerwca 2014

Toast za Lato

Słoneczko fajnie na niebie błyszczy.
Lato wróciło do nas ze Stanów.
Z kościoła chyba już wyszli wszyscy –
te z pierwszej ławki.
I zza filarów.

Zielone Święto. I pora złota.
Flaszka na stole jest przy obiedzie.
Tak więc – znów można pogonić kota.
Albo – powiesić psa.
Na sąsiedzie.

Sąsiad jest wredny – to czuć i widać,
jego nie ima się tu odnowa.
Sąsiadka? Spoko. Może się przydać,
jeśli dla starej rozboli głowa.

Fajna kobita. I chętna na to.
Chętna z wieczora jak i nad ranem.
Więc jeszcze jeden toast – za Lato.
I za mistrzostwa.
W piłce kopanej.
8 czerwca 2014

Tag:

Komentowanie zakończone.

Kalendarz Świąt Nietypowych

17 czerwca 2019
Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszami

Archiwa