Historia miasta

Ksiądz kanonik Antoni Warpechowski (1910 - 2001)
Proboszcz goniądzki (cz.2)

Mimo ciągłych zmagań z komunistycznymi władzami i cierpliwego znoszenia uciążliwej głupoty przykrywanej nadmierną gorliwością miejscowych i powiatowych funkcjonariuszy, w połowie lat pięćdziesiątych dzięki inicjatywie ks. Proboszcza rozpoczęto już wyposażanie świątyni, zaczęto prace nad montażem ołtarza głównego, zamówiono ławki i konfesjonały, zakupiono i uruchomiono nowe organy, wreszcie przystąpiono do budowy nowego parkanu wokół kościoła i cmentarza grzebalnego. Równocześnie odbudowano plebanię wraz z budynkami gospodarczymi. Według ówczesnej opinii parafian ks. Proboszcz "sam osobiście był za wszystko odpowiedzialny i tak umiejętnie ułożył pracę, że pomimo zniszczenia, jakie każdy odniósł i ubóstwa, ludzie bez trudu oddawali powinności na rzecz Kościoła i chodzili do pracy". Wobec zakusów władzy na grunta parafialne ks. Warpechowski pozostał wyjątkowo nieugięty i nie dopuszczał żadnych kompromisów. Na tym punkcie był szczególnie wrażliwy. Jego determinacja w zmaganiach o utrzymanie integralności beneficjum parafialnego było bezprzykładna. "Raczej padnę trupem na tej ziemi, niż oddam im [władzom -T.K.] własność parafii" - zwykł powtarzać po każdej próbie bezprawnego okrojenia parafialnego stanu posiadania. Nie były to puste słowa. Działalność gospodarcza, jakkolwiek ważna, nie przesłoniły ks. Proboszczowi w jego kapłańskiej posłudze spraw zasadniczych. Ks. Warpechowski był oddanym parafii, sumiennym duszpasterzem i równie sprawnie co gmach kościoła, budował w sercach swoich wiernych świątynię duchową. Na tym polu okazał się być równie skutecznym organizatorem, potrafiącym przy współpracy wikariuszy, dać mocne fundamenty duszpasterstwu w rozległej i niemałej pod względem liczby wiernych parafii, podwaliny, na których opierała się służba Boża przez wiele lat. "Może jeszcze większe zasługi położył na polu pracy kapłańskiej - pisali parafianie - dzięki niemu nasze dzieci uczą się religii i to nas buduje na przyszłość [...] lata ciężkie, jakim był okres powojenny potrafił nasz ks. proboszcz przezwyciężyć i napełnić nas moralnością, a tym samym zahartować nas na przyszłość". Szczególną uwagę zwracał na katechizację. Po usunięciu religii ze szkół, w błyskawicznym tempie zorganizował sieć punktów katechetycznych, rozwinął działalność charytatywną, początkowo przy pomocy "Caritasu", a gdy tę instytucję władze zlikwidowały, pomagał chorym i najbardziej potrzebujących ze środków przez siebie wygospodarowanych. Był autorytetem i rozjemcą w sprawach rodzinnych i sąsiedzkich. Wierni, nie mając zaufania do sądów, bądź nie posiadając środków na prowadzenie kosztownych procesów, u niego znajdowali rozstrzygnięcie spornych spraw. Ufali mu. Pomimo nawału zajęć znajdował czas na czytanie. Czytał dużo, zwłaszcza wieczorami. Ówczesny wikariusz, a późniejszy proboszcz w Goniądzu, ks. Wysocki z podziwem wspominał, jak to proboszcz mimo zmęczenia, o późnej porze był jeszcze pogrążony w lekturze i nieraz nad książką zasypiał. Posiadał bogatą i cenną bibliotekę. Część z tych zbiorów rozdał dopiero wtedy, gdy wskutek pogarszającego się wzroku nie mógł czytać, wiele książek na krótko przed śmiercią przekazał bibliotece seminarium duchownego w Białymstoku. Wyczerpująca praca nie pozostała bez wpływu na jego zdrowie. W roku 1956 poważnie zachorował. Po powrocie do zdrowia nadal się nie oszczędzał. O poważnych dolegliwościach zdrowotnych informował swego ordynariusza, biskupa Gulbinowicza w 1970 r., gdy nosił się z myślą o rezygnacji w urzędu proboszcza i o urlopie zdrowotnym. Pisał wówczas: "Czuję się bardzo zmęczony i wyczerpany fizycznie, nerwowo i psychicznie. Ciągłe szarpanie nerwów i praca fizyczna przy odbudowie wszystkiego w parafii wycieńczyła mnie bardzo. Wszystko mnie boli; ręce i nogi, gdy dłużej pochodzę, brzękną; nocami nie śpię, bo reumatyzm kręci mi nogi. Nowotwór na grzbiecie stale się powiększa, boli i przeszkadza mi spać [...] mam przewlekłe zapalenie oskrzeli i nieraz się duszę, zwłaszcza, gdy się zaziębię". Pomimo niedyspozycji rozpoczął i przeprowadził prace związane z położeniem polichromii w kościele. W uznaniu jego pracy i zasług dla Kościoła ks. bp Henryk Gulbinowicz, administrator apostolski archidiecezji w Białymstoku dn. 21 kwietnia 1973 r. nadał mu godność kanonika honorowego Kapituły Metropolitalnej Wileńskiej. Latem roku 1973 ks. Proboszcz był już pewien, że swoje zadania w parafii wypełnił i bez szkody dla tej placówki duszpasterskiej może odejść. Nie bez wpływu na jego decyzję o rezygnacji był fakt, że w tym okresie spotykał się już wyraźnie z niezrozumieniem i niechęcią części parafian. Poprosił ordynariusza o przedłużenie urlopu na wrzesień, następnie na październik, po czym stwierdziwszy, że wikariusze doskonale dają sobie radę bez niego, złożył rezygnację, która została przyjęta dn. 31 października 1973 r. Czasowym administratorem parafii został mianowany dotychczasowy długoletni wikariusz goniądzki, ks. Maurycy Wysocki. Przed odejściem ks. Proboszcz udzielił swemu następcy niezbędnych wskazówek i pozostawił wykaz spraw wymagających pilnego załatwienia. Ponieważ część pracowników zatrudnionych w parafii odeszła na emeryturę, należało zatrudnić nowego organistę, zakrystianina i sprzątaczkę kościoła. Ks. Proboszcz radził też, by "wybrać nowy komitet parafialny, bo starzy powymierali albo zniedołężniali [...] trzeba z pomocą komitetu znaleźć źródła dochodu, żeby opłacić pracowników". Od listopada 1973 r. ks. Warpechowski już jako emeryt zamieszkał w Mońkach przy ul. Smutnej, obecnie Ks. Małynicza, w pobliżu kościoła parafialnego i w bliskim sąsiedztwie domu Zgromadzenia Sióstr Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. W nowym miejscu zamieszkania prowadził niewielkie gospodarstwo, pomagał w duszpasterstwie w parafii, a przede wszystkim roztoczył opiekę duchową nad siostrami terezjankami, przejmując funkcję ich spowiednika. W pamięci sióstr zapisał się trwale jako kapłan o delikatnej osobowości, rozmodlony, pełen ojcowski troski, której - co podkreślają siostry - doznawały szczególnie nowicjuszki. Prawdopodobnie w Mońkach rozpoczął gromadzenie materiałów do dziejów parafii w Goniądzu. Prowadził kwerendę w archiwach kościelnych i państwowych. Korzystał m.in. ze zbiorów Wojewódzkiego Archiwum Państwowego w Białymstoku, i Archiwum Diecezjalnego w Przemyślu. Jego marzeniem było odtworzenie, na miarę możliwości, dziejów tej najstarszej placówki duszpasterskiej w archidiecezji, której poświęcił ćwierć wieku swego kapłańskiego posługiwania i ku której sentyment ciągle żywił. Chociaż w czasie swego pobytu w Mońkach Goniądz odwiedził zaledwie bodaj trzy razy, to o swej pracy w parafii chętnie rozprawiał, a nad biurkiem zawiesił pokaźnych rozmiarów, misternie oprawioną fotografię świątyni goniądzkiej. Pogarszający się stale stan zdrowia, kłopoty ze wzrokiem i słuchem, wreszcie problemy z poruszaniem się sprawiły, że coraz bardziej, mimo woli, oddalał się od świata. Z racji na całkowitą niemal utratę wzroku, od zimy 1999-2000 r. nie sprawował Eucharystii. We Mszy św. uczestniczył, na ile stan zdrowia mu pozwalał, w kościele parafialnym. Opiekę nad podupadającym na zdrowiu ks. Proboszczem sprawowały z oddaniem siostry terezjanki. Dopiero w czerwcu 2000 r., po operacji katarakty, zgodził się opuścić Mońki. Udał się do Białegostoku i zamieszkał na terenie parafii p.w. Ducha Świętego, pod troskliwą opieką krewnych. Dzięki oddaniu siostrzeńca, pana Franciszka Koca, który codziennie przywoził go na Mszę św., mógł uczestniczyć w służbie Bożej w bezpośredniej bliskości ołtarza, zajmując stałe miejsce w prezbiterium. Zanim odszedł do wieczności z pełną świadomością zbliżającego się kresu uporządkował i załatwił wszystkie sprawy doczesne. Na śmierć był przygotowany. Dosięgła go ona w 91 roku życia we środę dn. 5 września 2001 r. Uroczystości pogrzebowe odbyły się następnego dnia w kościele Ducha Świętego. Mszy św., którą koncelebrowało ok. 30 kapłanów i obrzędom pogrzebowym przewodniczył ks. bp Edward Ozorowski, Wikariusz Generalny Archidiecezji Białostockiej. Ks. Proboszczowi w ostatnie drodze towarzyszyli krewni, liczna delegacja z parafii Goniądz, siostry terezjanki oraz miejscowi parafianie. Doczesne szczątki ks. kanonika proboszcza Antoniego Warpechowskiego spoczęły na cmentarzu w Białymstoku - Pieczurkach.

Spisał Ks. Tadeusz Kasabuła.